Nawigacja
    Strona główna
    Serwis Informacyjny
    Wstecz
Życiorys
    Przybliżamy sylwetkę kandydata
Prawa Narodów
    Katechizm Kościoła Katolickiego
    Prawa Narodów - UE
    Jan Paweł II do
Polskiego Parlamentu
    O polskich wojskach
w okupowanym Iraku
    Prawa polskiej mniejszości
narodowej na Białorusi
    Uchwała autorstwa Jana Łopuszańskiego w sprawie praw polskiej mniejszości narodowej na Białorusi
Kontakt
    E-mail
    E-mail ze strony www
    Biura poselskie
    Webmaster

Książki:



Baner reklamowy:

Informacja Ministra Spraw Zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej w 2005 roku

Poseł Jan Łopuszański:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze Spraw Zagranicznych! To prawda, że trwałość polityki zagranicznej w czasie i jej poparcie przez główne siły w państwie jest istotną przesłanką dobrych owoców tej polityki dla narodu i państwa, co pan podkreślił w swoim wystąpieniu, ale pod warunkiem, że założenia tej polityki są adekwatne do wyzwań, przed którymi stoi naród i jego państwo. Muszę przyznać, że pańskie exposé charakteryzuje ciągłość głównych założeń w stosunku do założeń poprzednich czy to lewicowych, czy prawicowych rządów. I po raz kolejny pragnę powiedzieć, że te założenia są u samych fundamentów błędne i źle służą Polsce.

Zanim przystąpię do uzasadnienia tej tezy chciałbym jednak, wzorem kilku innych uczestników tej debaty, podziękować panu ministrowi za jedną nową rzecz w jego exposé, mianowicie za pierwszą tak jasną i tak zdecydowaną deklarację ministra spraw zagranicznych obrony dobrego imienia Polski przed oszczerstwami, które na Polskę, na naród polski są rzucane w świecie, gwoli przypomnienia tego, że byliśmy ofiarą hitlerowskiego ludobójstwa, a nie narodem za to ludobójstwo współodpowiedzialnym. Życzę skutecznej realizacji tej deklaracji.

Wysoka Izbo! Zazwyczaj pierwsze słowa exposé ministra spraw zagranicznych, zresztą nie tylko w Polsce, nawiązują do określenia zasadniczego celu polityki zagranicznej w ogóle jako takiej. I zazwyczaj w związku z tym te słowa dotyczą bezpieczeństwa narodowego, państwowego danego państwa, które minister spraw zagranicznych reprezentuje. W wypadku Polski tak to nawet wynika z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Pierwsze słowa wystąpienia pana ministra spraw zagranicznych tym razem nie dotyczyły odpowiedzialności za bezpieczeństwo narodowe Polski, lecz odpowiedzialności za wspólną politykę zagraniczną i politykę bezpieczeństwa Unii Europejskiej.

Przypominam sobie, że kiedy prowadziliście państwo Polskę do Unii Europejskiej, z czym tak bardzo głęboko się nie zgadzałem, to zapewnialiście, że obecność w Unii zapewni Polsce wielorakie bezpieczeństwo. Czyli krótko mówiąc, że ma być narzędziem polskiego bezpieczeństwa. Ja się z tą tezą nie zgadzam, ale dziś wypada mi podkreślić, że obecnie poszliście państwo dalej. Mianowicie dbacie o bezpieczeństwo Unii i skuteczność jej polityki zagranicznej, a bezpieczeństwo Polski i kształt polskiej polityki zagranicznej uzależniacie od stanowiska Unii, czyli czynicie je funkcją polityki unijnej.

Jeden z uczestników tej debaty, przedstawiciel SdPl, nadał temu nawet charakter pewnej doktryny, sformułował zdanie: "Co dobre dla Unii - dobre dla Polski". Mnie, mimo wszystkich okoliczności, gdzie się powinienem przestać dziwić, nieustannie zaskakuje i dziwi skłonność do odgrzewania starych i smutnych haseł z polskiej przeszłości. Przecież kiedyś to hasło brzmiało: "Co dobre dla Związku Radzieckiego - jest dobre dla PRL". Oczywiście to nie pan minister tego użył.

Mam wrażenie - mówię to do pana, bo pan to exposé przedstawiał, mówię do pańskiego rządu, ale także do kolejnych rządów, które tę politykę prowadzą - że chyba państwo nie jesteście zdolni lub nie chcecie być zdolni do wyrażania samodzielnej polskiej myśli politycznej. W stosunkach wewnątrzunijnych nie jesteście w ogóle zdolni do określania rzeczywistych zagrożeń Polski, wewnątrz Unii. A w stosunkach z krajami spoza Unii nie jesteście zdolni do określania zagrożeń i stawiania propozycji w oderwaniu od propozycji, które stawia Bruksela czy główne unijne stolice. I to nawet gdyby ta polityka miała być w tym czy innym punkcie w sposób wyraźny niekorzystna dla Polski.

To wasze stanowisko będzie jeszcze Polskę bardzo dużo kosztować, zwłaszcza gdy okaże się np., że nie da się odrodzić - tu używam pańskich słów - "ducha transatlantyckiej wspólnoty i przełamać urazów, które narosły w ostatnich dwóch latach". Jestem bardzo wdzięczny za bardzo jasny język pańskiego dzisiejszego exposé, ale ten jasny język pański im jest jaśniejszy, tym bardziej pokazuje niespójność podstawowych założeń tej polityki. Unia, do której została wprowadzona Polska, przecież po to powstała, żeby zjednoczona Europa mogła - tu znowu użyję pańskich słów - "zmierzyć się ze Stanami Zjednoczonymi". Jak pan chce w tych warunkach odrodzić ducha transatlantyckiej współpracy, zamówić jakąś stronę trzecią, która będzie chciała się zmierzyć jednocześnie z Unią i jednocześnie ze Stanami Zjednoczonymi?

Przyznaje pan, że w sprawie współpracy atlantyckiej mamy stanowisko wspólne z Anglią, a rangę stosunków z Anglią lokuje pan daleko za rangą stosunków z Niemcami. Zauważa pan, że Unia, zwłaszcza Niemcy i Francja, podnoszą rangę swoich stosunków z Rosją. Jako człowiek zorientowany wie pan, co to oznacza dla perspektywy współpracy transatlantyckiej, a rozwój stosunków z Rosją - polskich stosunków z Rosją - lokuje pan bardzo daleko w hierarchii polskich celów politycznych. Wie pan, jako człowiek znający historię, że współpraca Moskwy i Berlina nigdy nie rodziła skutków korzystnych dla Polski - delikatnie to mówię. A jednocześnie rozwój stosunków polsko-rosyjskich uzależnia pan od wspólnej polityki zagranicznej Unii, która na kierunku wschodnim jest kierowana przez Niemcy.

Tak na marginesie tej debaty, tutaj padły sformułowania o gospodarczych stosunkach z Rosją i co to oznacza. Miałem także okazję uczestniczyć w rozmowach z Rosjanami. W Polsce inwestycja w dobre stosunki z Rosją, po doświadczeniach, które mamy, to jest ryzyko. Osobiście należę do tych polskich polityków, którzy gotowi są takie ryzyko ponosić, trzeba jednak bardzo wyraźnie jedno powiedzieć - na płaszczyźnie jawnych stosunków politycznych, stosunków między rządami, między państwami, a nie na zasadzie podskórnych stosunków agenturalnych, gospodarczych, co tutaj niektórzy postulowali, nie pan minister. Jednak obecnie rząd pański i elity polityczne, które pan m.in. przed nami tu reprezentuje, z powodu stabilizacji stosunków z Rosją właśnie podskórnie mają poważne kłopoty polityczne.

Mam wrażenie, panie ministrze, iż pan nie rozumie albo udaje, że nie rozumie, jaką ogromną rangę ma w tej sytuacji możliwość maksymalnie swobodnej polskiej reakcji, reakcji polskiej polityki zagranicznej na kierunku wschodnim. Jednocześnie popiera pan zmiany ustrojowe wewnątrz Unii związane z konstytucją, których wprowadzenie jeszcze bardziej ograniczy możliwość swobodnej reakcji Polski. Argument, którego pan używa, chcąc nas do tego przekonać, jest argumentem z lęku: jeśli się nie zgodzimy na konstytucję, to będziemy izolowani, jeśli się nie zgodzimy na konstytucję, to grozi nam Europa dwóch prędkości. Panie ministrze spraw zagranicznych, nam grozi, że z nami się nie będą liczyć - z nami już się nie liczą, bo my sami z sobą się nie liczymy. W świecie, który ogranicza prawa narodów i który w sposób nieuczciwy dyskutuje o prerogatywach narodów, na przykład mówi - cytuję pana ministra - że nie stracimy w Unii tożsamości narodowej, kiedy wszyscy wiedzą, że nie o tożsamość narodową się spieramy, tylko o atrybuty suwerenności, w tym świecie polska polityka zagraniczna nie tylko nie broni zasady praw narodu, ale uczestniczy w jej wypieraniu ze współczesnych stosunków międzynarodowych. W imię sprzeciwu wobec takiej polityki ja zgłaszam wniosek o odrzucenie pańskiej informacji.

I na zakończenie. Przed Trybunałem Konstytucyjnym zawisły trzy wnioski o stwierdzenie niezgodności traktatu ateńskiego z Konstytucją Rzeczypospolitej, czyli wnioski o stwierdzenie nielegalności tego traktatu. Sprawa się przeciąga. I w tym czasie rząd polski zawiera kolejne zobowiązania, dokonuje kolejnych rezygnacji, na przykład w procedurach prac nad konstytucją. Wnioski z tego są dwa, panie ministrze. Po pierwsze...

Już kończę, panie marszałku.

...nie jest dobre dla Polski, żeby sprawy rozstrzygnięć przed Trybunałem Konstytucyjnym przeciągały się aż tak bardzo. Ja rozumiem, że to jest adres nie do pana. I po drugie, nie jest dobry pośpiech polskiej dyplomacji, polskiego rządu w zaciąganiu kolejnych takich zobowiązań i dokonywaniu rezygnacji, bo wtedy właśnie dopiero, przy tym pośpiechu, okazuje się, że największym osiągnięciem polskiej dyplomacji są "osiągnięcia" w zakresie tłumaczenia tekstów traktatów międzynarodowych. I w związku z tym mam też prośbę do pana jako poseł, który reprezentuje grupę kilkudziesięciu kolegów przed Trybunałem Konstytucyjnym w sprawie wniosku o niezgodność traktatu ateńskiego z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, o dostarczenie mi kserokopii oryginalnych, pełnych, parafowanych dokumentów z Kopenhagi oraz oryginalnych podpisanych dokumentów traktatu ateńskiego. Chciałbym je porównać. Dziękuję bardzo.

(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Donald Tusk)


4 kadencja, 96 posiedzenie, 3 dzień (21.01.2005)

28 punkt porządku dziennego

adres tej strony znajomemu

W sejmie
    Integracja z UE [4]
    Integracja z UE [3]
    Integracja z UE [2]
    Integracja z UE [1]
    Wotum nieufności min. Cimoszewiczowi
Ze strony sejmowej
    Wypowiedzi
    Interpelacje
    Zapytania
    Oświadczenia
    Głosowania
Listy, polemiki
    List do członków Porozumienia Polskiego
    List do Romana Giertycha
    W Naszym Dzienniku- Polska oczekuje

wap.lopuszanski.pl

Porozumienie Polskie

WYDAWNICTWO POLWEN